Bloog Wirtualna Polska
Są 1 202 604 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

NA ZAKRĘCIE część 3 (ostatnia)

piątek, 11 lipca 2008 19:17

Mężczyzna wszedł do budynku i ściągnął okulary przeciwsłoneczne.

- A, to Ty – mruknął właściciel

- Przyszedłem po kasę

- Trudno się domyślić – oderwał się od pracy i podszedł o umieszczonej na ścianie szafki. Wyciągnął z niej szarą grubą kopertę i wręczył mężczyźnie.

- Zgadza się? – spytał tamten nieufnie – Tak jak się umawialiśmy?

- A oszukałem Cię kiedyś?

- Nie – musiał to przyznać.

- No właśnie. Chociaż powinienem obciąć Ci gażę za tę ostatnią akcję. Spaprałeś ją koncertowo. Psy węszą.

- Nie moja wina – mężczyzna schował pieniądze do wewnętrznej kieszeni kurtki i nałożył okulary.

- A czyja? Moja? – właściciel wrócił do przerwanej pracy – Idź już. I wstrzymaj się na razie z kolejną akcją.

- Jasne.

Wyszedł na chowające się już za chmurami słońce i stał tak chwilę bez ruchu. Potrzebował kasy i nie miał zamiaru czekać. Psy i tak go nie dorwą...

 

- Nie przesadzasz trochę? – Adam zerknął znad stosu papierów na wpatrującą się w niego Basię.

- Ja przesadzam? – oburzyła się podkomisarz – A widziałeś jak on się zachowuje?

- No jak? Przeszedł trochę, jest zmęczony... Przestań wchodzić mu na głowę z tymi ciągłymi pytaniami.

- On coś ukrywa – nie dawała za wygraną – Coś mu jest i nie chce nam tego powiedzieć.

- Basia... - zaczął zrezygnowany Zawada

- Jezu, Adam... – wywróciła oczami – Jak go porwali to też mi nie wierzyłeś. Wtedy miałam rację i teraz też ją mam. Nie chcesz nic robić, świetnie. Ale ja tego tak nie zostawię.

 

 

- I co chcesz zrobić? - spytał

- Jeszcze nie wiem. Ale na pewno coś zrobię. Nie będę bezczynnie siedzieć i patrzeć jak mojemu przyjacielowi dzieje się krzywda.

- Przyjacielowi? Myślałem, że łączy Was coś więcej – jeszcze zanim skończył zdanie, wiedział, że trafił w czuły punkt.

Wzrok Basi stężał.

- Też tak myślałam – odparła chłodno i wyszła z kanciapy.

Adam westchnął i odłożył papiery. Było już  późno. Wróci do tego rano...

 

My nie tyle potrzenujemy pomocy przyjaciół co wiary, że taką pomoc możemy uzyskać...

 

Marek szedł powoli ulicą wdychając nocne powietrze. Przestało już mu się kręcić w głowie, ustąpiły nachodzące go na przemian fale gorąca i zimna. Odetchnął głęboko. Nagle poczuł, że nie jest sam. Odwrócił się i zobaczył tak dobrze mu znany czerwony samochód. Z okna wyglądała Ania. Wysiadła i oparła się o maskę.

- Może podwieźć?

- Nie, dzięki

- Wszystko w porządku Marek?

- Dlaczego wszyscy mnie o to pytają? – zirytował się

 

 

- Może z troski...

- Nie potrzebuję troski.

- Jasne twardzielu – uśmiechnęła się lekko – To co z podwózką? Skorzystasz?

- Mam ochotę na spacer.

- Okej – odwróciła się i chciała wsiąść z powrotem do samochodu

- Anka.. – zatrzymał ją głos Brodeckiego.

- Tak?

- Wyjaśniliśmy sobie wszystko.

- Wiem. To była zwykła przyjacielska propozycja. Do tego chyba mam jeszcze prawo?

- Masz – odparł cicho.

Podeszła i przytuliła go mocno. Następnie pocałowała w policzek.

- Miłego spaceru

Nim zdążył odpowiedzieć, odjechała zostawiając go samego. A przynajmniej tak mu się wydawało. Nie zauważył pary dużych orzechowych oczu wpatrujących się w niego z miejsca, którego nie mógł dostrzec. Odwrócił się i ruszył w stronę domu. Tym razem naprawdę sam...

 

 

Podobnie jak myśl o samobójstwie, myśl o samotności bywa czasem jedyną formą protestu na jaką nas stać, gdy wszystko zawiodło, a śmierć ma w sobie jeszcze ciągle więcej grozy niż uroku...  

 

Rankiem wszyscy stawili się wcześnie na komendzie, by kontynuować śledztwo. Brakowało tylko Basi.

- Musimy się podzielić – zaczął Adam – Mamy dwie opcje podejrzanych i każdą trzeba się zająć z osobna...

- Została tylko jedna opcja – przerwała mu podkomisarz wchodząc do kanciapy z niezwykle zadowoloną miną.

- Tak? - uniósł brwi – A to niby czemu?

- A to niby temu, że masz niezwykle inteligentną podwładną – wyszczerzyła zęby

Zawada uśmiechnął się

- Chodzi oczywiście o mnie – dodała w roli uzupełniania

- W to nigdy nie wątpiłem. Co masz?

- No więc- kontynuowała – Jak rozmawiałam wczoraj z pielęgniarką to powiedziała, że w ostatnim czasie w ośrodku zmarło kilka osób.

- I co w tym dziwnego? – odezwał się Szczepan – To dom opieki społecznej, głównie dla starszych ludzi. Śmierć w takim miejscu nikogo nie dziwi. Ludzie umierają tam ze starości, czasem z tęsknoty lub samotności...

- Owszem – przyznała – Ale sprawdzić nigdy nie zaszkodzi. Tu się opłaciło.

- Powiesz wreszcie? – zniecierpliwił się komisarz

- Poprosiłam wczoraj Maksa, żeby coś dla mnie sprawdził. Okazuje się, że w organizmach pięciorga pacjentów zmarłych w ciągu ostatnich sześciu miesięcy była cytomegalia. To ktoś z ośrodka.

Adam siedział przez chwilę bez słowa.

- Potrzebne nam są akta wszystkich pracowników placówki. Musimy sprawdzić każdego.

 

 

 

Po godzinie

- I co? – Adam spojrzał znad swojego biurka.

- Mamy trzech ewentualnych kandydatów – powiedziała Basia – Wszyscy byli notowani za różne drobne przestępstwa. Żadnemu jednak nie był postawiony tak poważny zarzut jak morderstwo, a co dopiero kilka.

- A więc to nie musi być żaden z nich – stwierdził Zawada

- Nie musi – przytaknęła podkomisarz.

- Macie ich adresy?

- Tak

- Więc wysyłamy tam ludzi – Adam wstał i sięgnął po kurtkę – A my jedziemy do ośrodka.

 

W ośrodku panowała spokojna atmosfera. Korytarze były raczej puste, większość pacjentów pochowała się w swoich pokojach albo zebrała na wspólnym oglądaniu telewizji bądź grze w karty. Policjanci weszli do budynku i wsłuchiwali się przez chwilę w tą ciszę. Następnie skierowali się w kierunku recepcji, skąd zaprowadzono ich do Krzysztofa Skawińskiego, dyrektora placówki. Był to mężczyzna około czterdziestki o włosach lekko już przyprószonych siwizną. Ubrany w elegancki grafitowy garnitur, wyglądał jakby wyszedł z zebrania wielkiej korporacji. Miał miłą powierzchowność i szczery uśmiech.

- Jesteście pewni, że to ktoś z ośrodka? – zmarszczył brwi

- Niestety tak – odparł Zawada – Po wstępnej selekcji ograniczyliśmy się na razie do tych trzech kandydatów.

Położył na biurku kartkę z nazwiskami. Mężczyzna sięgnął po nią i przeczytał.

- Pierwszy jest niemożliwy. Od miesiąca już nie pracuje u nas. Jeśli chodzi o pozostałych dwóch to są u nas już od dawna, ciężko by mi było uwierzyć że za tym stoi ktoś z nich. Ale sprawdzę czy ich obecność w ośrodku pokrywa się ze zgonami o których mówicie.

Wstał i podszedł do dużej szafy w rogu pokoju. Wyciągnął grubą teczkę i zerknął na policjantów.

- To może chwilę zająć – ostrzegł, po czym wrócił na miejsce.

- Poczekamy – uspokoił go komisarz – Może w czasie, kiedy będzie pan pracował rozejrzymy się po budynku. Ma pan coś przeciwko?

- Nie. Tylko nie nękajcie pacjentów. I tak jest im tu ciężko, choć staramy się robić wszystko, by czuli się tu jak w domu.

- Oczywiście – obiecali o co prosił i podniosli się z krzeseł.

Kiedy tylko wyszli na korytarz, dobiegł ich krzyk, a potem następny. Przerażona pielęgniarka spojrzała lękliwie w ich stronę. Rzucili się w kierunku schodów, Basia zablokowała windę. Marek z Adamem wpadli na korytarz na drugim piętrze. Z windą szarpał się młody mężczyzna. Strój świadczył, że to salowy.

- Stój! – podkomisarz szedł powoli w jego stronę trzymając wysoko broń.

- Chyba śnisz! – rzucił w ich stronę wiszącą na ścianie gaśnicę. Eksplodowała z hukiem osłaniając ich zasłoną białej piany. Gdy w końcu odzyskali widoczność, korytarz był pusty.

- Gdzie on jest?! – wrzasnął Zawada.

- Nie wiem! – Marek kopnął w stojące obok krzesło.

- Na dół! Już!

 

Basia stała trzymając windę, wściekła, że to jej jak zwykle przypada najmniej niebezpieczne zajęcie.

- Ciekawe co mi się tu może stać – mruknęła niezadowolona – Chyba tylko palec u nogi mogę sobie zbić.

Nagle za plecami usłyszała jakiś ruch.

 

 

 

Stała lekko schowana, tak że ktoś idący korytarzem mógł jej nie zauważyć. Wyciągnęła powoli pistolet i cicho go załadowała. Kroki się zbliżały. Gdy były już bardzo blisko wystąpiła naprzód. Lufa jej broni znalazła się o centymetry od twarzy zaskoczonego salowego.

- Rączki do góry – powiedziała cicho.

- To znowu pani.

- Nie, to znowu Ty. Teraz już mnie nie dziwi czemu niezbyt Cię poruszyła śmierć biednego staruszka.

- I co, zaaresztujesz mnie? – spytał drwiąco.

- Tę przyjemność zostawię sobie – Adam zatrzasnął kajdanki na rękach zdumionego mężczyzny. – Wybacz Basiu – uśmiechnął się do dziewczyny.

- Ależ proszę Cię bardzo.

 

- A więc zabijał dla zysku? – spytał Grodzki

- Tak – przytaknął Zawada – Miał wspólnika, któremu zależało na ciałach. Prowadził jakieś eksperymenty medyczne. Nasz zabójca podawał cytomegalię, która jest bardzo trudna do wykrycia. Gdyby nie trudności jakie napotkał podczas ostatniej akcji, nikt by się nie zorientował.

- Dziś próbował znowu?

- Tak – przyznała Basia – Ale mu się nie udało. Znowu. Wszystko nam wyśpiewał, nie musieliśmy bardzo naciskać. Jego wspólnik też został zaaresztowany, niedługo powinien tu dotrzeć.

- Dobra robota – uśmiechnął się inspektor – Idźcie do domu, należy się Wam.

To powiedziawszy wyszedł kanciapy.

- Dobra dzieciaki, ja się słucham i zmykam – Adam podniósł się od swojego biurka i sięgnął po kurtkę – I tak obiecałem Marcie, że będę wcześniej.

- A jak ona się czuje? – spytała Basia – Miałam do niej wpaść ale ciągle brak mi czasu

- Nic nie mów – uśmiechnął się komisarz – Na razie wszystko jest w porządku, ciąża przebiega bez problemów. Oby tak do końca. To do zobaczenia jutro

Kiedy zniknął w korytarzu, Basia spojrzała na Brodeckiego.

- Co powiesz na piwo u Lucynki?

 

 

 

- Muszę iść do domu – wstał i ruszył do wyjścia.

- Nigdzie nie pójdziesz – wściekła rzuciła się za nim i szarpnęła za ramię, tak ze musiał się odwrócić i spojrzeć jej w twarz – Zostaniesz, żebyśmy mogli sobie wszystko wyjaśnić tak?

- Tu nie ma nic do wyjaśniania.

- Nie ma? – uniosła brwi – Dokładnie tydzień temu staliśmy dokładnie w tym samym miejscu i patrzyłeś na mnie zupełnie inaczej. Co się zmieniło?

- Nic - odparł

- Powiem Ci co się zmieniło. Stałeś się tchórzem. Nie potrafisz porozmawiać z Anią? To o to chodzi? Nie umiesz jej powiedzieć o nas?

Wyszarpnął rękę, którą wciąż trzymała.

- Z Anką to już przeszłość. I nie ma żadnych nas.

Poczuła jakby dostała w twarz.

- Słucham?

- To co słyszałaś – nie cofnął wzroku – Nie ma żadnych nas. Jesteśmy partnerami z pracy. Tylko tyle.

- Tylko tyle? – powtórzyła jak echo – Mówisz serio?

 

 

- Tak serio jak jeszcze nigdy. Zostaw mnie w spokoju.

Nim zdążyła zareagować wyszedł z kanciapy. Nie pamiętała jak długo tam stała wsłuchując się w ciszę jaka zaległa gdy umilkł dźwięk jego stóp na korytarzu. Wiedziała, że odszedł. Kolejny raz... Tym razem chyba ostatni...

 

 Jest taki rodzaj porażki, której nie sposób zrozumieć. Trudno znaleźć w niej sens. Najlepsze, co można zrobić, to krzyczeć w tę ciemność za sobą, w nadziei, że jakieś odległe echo powróci, by chociaż częściowo oświetlić wybraną drogę, pomylone kierunki, nieposkromioną pychę, źle skierowaną miłość i okoliczności, które doprowadzają człowieka do tego miejsca bez światła, bez drogi przed sobą, bez kierunków do wyboru, gdzie nie ma już nic, o czym można pomyśleć, co nie minęło, nie skończyło się... 

 

Marek wszedł do łazienki, oparł ręce na lustrze i wypuścił głośno powietrze. Jego serce waliło jak oszalałe, wciąż przed oczami miał wyraz twarzy Basi. Ale musiał to zrobić, musiał... Podniósł głowę i spojrzał na swoje odbicie. Zmęczone oczy, blada cera, potargane włosy... Nagle się odwrócił i otworzył drzwi do kabiny. Usiadł na sedesie i oparł głowę o ścianę za sobą. Wyrównał oddech. Po chwili podciągnął rękaw, wyjął fiolkę i strzykawkę. Kilka minut później siedział z zamkniętymi oczami, twarzą wygładzoną ulgą i potwornymi wyrzutami sumienia. Musi z tym skończyć i zrobi to. Ale sam... To jest walka, którą musi stoczyć samotnie. Przed oczami znów przemknęła mu twarz Basi. Zacisnął dłonie w pięści i wyszedł z łazienki....

 

 

 Kiedy zabraknie nadziei, potrzeba ukarania staje się jedyną prawdziwą religią. Sprawiedliwość musi się dokonać. Bo inaczej pozostaje jedynie pustynia żalu i smutku i ślady własnych stóp na piasku – niespokojnych, nieustających, osamotnionych jak najodleglejsza planeta wszechświata...
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

NA ZAKRĘCIE część 2

środa, 18 czerwca 2008 23:08

Joanna Wilczyńska była kobietą ładną, o surowych rysach i poważnym wyrazie twarzy. Nie płakała, nie rozpaczała. Siedziała sztywno na niskiej kanapie w swoim salonie z rękami złożonymi na kolanach.

- Jakie były pani relacje z ojcem? – zaczęła Basia

- Szczerze? Ostatnio coraz lepsze choć wciąż pozostawiały wiele do życzenia.

- To znaczy?

Kobieta przez chwilę milczała bawiąc się frędzelkami zwisającymi z kapy.

- Był bardzo surowym ojcem. Zawsze miał tylko wymagania, nigdy nie chwalił. Jako nastolatka miałam z nim różne przejścia. Potem, kiedy już dorosłam, zachciało mu się robić karierę i wyjechał na kilka lat do Niemiec. Przez ten czas właściwie go nie widywałam, jedynie mama co jakiś czas przyjeżdżała do kraju. Nie interesował się mną, rzadko dzwonił. Zawsze miałam wrażenie, że nie dorównuję jego wyobrażeniom o idealnej córce, pomimo że skończyłam medycynę z wyróżnieniem. Kiedy mama zmarła, wrócił do Polski. Okazało się, że jest chory, na tyle poważnie, że potrzebuje stałej opieki. Z racji mojego zawodu nie mogłam mu jej zapewnić. Dlatego umieściłam go w domu opieki społecznej.

Przerwała wywód i odetchnęła głęboko.

- Pani jest jedyną spadkobierczynią jego całego majątku – odezwał się Marek

Nie uraziła jej ta aluzja

- Sugeruje więc pan, że to ja go zabiłam – powiedziała spokojnie patrząc podkomisarzowi prosto w oczy

- Miała pani motyw.

- Owszem, miałam – przyznała – Ale to nie ja go zabiłam.

- Była pani wczoraj u niego z wizytą?

- Byłam. Wyszłam około 22. Wcześniej miałam dyżur.

- Wróciła pani prosto do domu? – spytała Storosz

 

 

 

- Tak. Mąż może potwierdzić. Może coś do picia? – zmieniła nagle temat

- Nie, dziękujemy.

- Pozwolicie jednak, że ja sobie czegoś naleję.

Patrzyli jak wstaje i podchodzi powoli do stolika w rogu pokoju. Stały na nim butelki z wodą i kubki. Kiedy zaspokoiła pragnienie, wróciła na kanapę.

- Czy pani ojciec miał jakiś wrogów, jakieś nie pozałatwiane interesy? – kontynuował Brodecki

- Nic mi o tym nie wiadomo. Tak naprawdę nie byłam częścią jego życia mimo że w ostatnim czasie musiał polegać tylko na mnie. Ale to chyba z racji tego, że nikogo innego nie było.

- Ale to pani wszystko zostawił – zauważyła Basia – Może jednak zależało mu na pani bardziej niż to okazywał.

- Może – przytaknęła bez przekonania. – jestem zmęczona, macie jeszcze jakieś pytania?

- Na razie nie – podnieśli się z kanapy – Ale jakby co to jeszcze się odezwiemy.

Kiedy wyszli na zewnątrz, oślepiło ich mocne słońce.

- Miała motyw. I to nawet nie jeden – odezwał się podkomisarz

 

 

 

- Ale gdyby to była ona to nie opowiadałaby tak szczerze o swoich relacjach z ojcem.

- Może liczyła, że ta szczerość sprawi, że nie będziemy o niej myśleć jako o potencjalnej morderczyni - Brodecki otworzył drzwi auta.

- Wracajmy na komendę. Zobaczymy jak reszta – to powiedziawszy zniknął we wnętrzu samochodu. Basi nie zostało nic innego jak tylko do niego dołączyć.

 

Lekcja, która nie sprawia bólu niczego nie uczy

 

Szczepan wszedł do pokoju z dwoma parującymi kubkami i postawił je na stole. Następnie zajął miejsce obok wpatrzonej w ekran Zuzi.

- Twoje ulubione cappuccino z dwoma łyżeczkami cukru. Dużo piany, tak jak lubisz.

Uśmiechnęła się odrywając wzrok od telewizora.

- Dzięki Szczepan

- A proszę bardzo. Znalazłaś coś jak mnie nie było?

- Nie – pokręciła głową – Wilczyńska była w odwiedzinach ale po 22 wyszła. Do północy kręcili się jeszcze pracownicy kończący lub zaczynający dyżur ale to wiesz. Potem nikogo. Widać tylko strażnika.

- Puść jeszcze raz.

Ustawiła godziną, o którą im chodziło i zaczęli oglądać.

- Biedni ci ludzie co nie? – odezwał się nagle Żałoda

 

 

 

- Jacy ludzie?

- Mieszkańcy tego domu – aspirant upił kawy – Samotni tacy. Każdy powinien mieć kogoś z kim mógłby pogadać. I w ogóle.

- I w ogóle – powtórzyła Ostrowska – A Ty masz kogoś takiego?

- Pewnie że mam – oparł się wygodniej na krześle – Mamusię.

Zuzia uśmiechnęła się do kolegi i wróciła do patrzenia w ekran.

- No i Ciebie oczywiście

Patrzyli przez chwilę na siebie w milczeniu. Zapomnieli nawet co właściwie mieli tu robić.

- Tak – aspirant kaszlnęła próbując zatuszować ten moment niezręcznej ciszy.

- Tylko nie pomyśl, że ja Ci tu miłość wyznaję – roześmiał się Szczepan

- Nawet mi to do głowy nie przyszło – wymierzyła mu lekkiego kuksańca.

 

Czasami ludzie potkną się o prawdę. Ale prostują się i idą dalej, jakby nic się nie stało... 

 

Nagle Żałoda chwycił za pilota.

- Widziałaś to?

- Co?

Przewinął taśmę i puścił jeszcze raz. Teraz oboje to zobaczyli....

 

- Cytomegalia? – Adam spojrzał pytająco na Maksa – A co to takiego?

- Substancja, której przedawkowanie powoduje zawał serca. Podana w normalnych dawkach jest silnym lekiem psychotropowym stosowanym w wyjątkowych wypadkach.

- Łatwo ją wykryć?

- Nie – patolog pokręcił głową - Trzeba zrobić dokładniejsze badania.

- Więc to było przyczyną zgonu Zakrzewskiego? – spytał Zawada

Maks wstał i podszedł do umywalki, by umyć ręce.

- Nie. W organizmie Zakrzewskiego znalazłem tylko niewielką dawkę. Większą niż zalecana ale nie na tyle, by powiedzieć, że była śmiertelna. Denat zmarł od uderzenia w potylicę.

- Czyli ktoś próbował mu podać tę substancję ale Zakrzewski się nie dał?

- Na to wygląda – patolog sięgnął po ręcznik, wytarł ręce i wrócił na miejsce naprzeciw komisarza. – Dlatego wywiązała się walka.

Adam siedział przez chwilę w ciszy nad czymś rozmyślając

 

 

 

- Łatwo zdobyć tę cytomegalię? – spytał w końcu – Kto może mieć do niej dostęp?

- No cóż, w zwykłym szpitalu na pewno jej nie ma. Ale większość lekarzy pewnie nie miałaby wielu trudności w jej zdobyciu. W takim miejscu jak dom opieki społecznej też dałoby się ją znaleźć.

- Okej, dzięki wielkie – Zawada wstał – Teraz przynajmniej coś mamy. Pójdę dalej tym tropem.

- Powodzenia! – krzyknął za odchodzącym już komisarzem Maks.

 

Późnym popołudniem wszyscy zebrali się w kanciapie by podzielić się zebranymi informacjami.

- Ktoś majstrował przy kamerach – powiedział Szczepan – Około drugiej zostały wyłączone dosłownie na sekundę. Przyklejono zdjęcie. Mógł przejść tłum ludzi a my nie jesteśmy teraz już  w stanie tego stwierdzić.

- Strażnik – odezwał się Adam – trzeba z nim jeszcze raz dokładnie porozmawiać. Musimy wiedzieć kto miał możliwość by to zrobić. I czy w tej sytuacji wejść mógł ktoś z zewnątrz czy jest też przejście z drugiego budynku ośrodka.

- Myślisz, że to ktoś z wewnątrz? – spytała Basia

 

 

 

- Nie mogę niczego wykluczać. Na razie mamy tylko poszlaki i własne przypuszczenia. Co z Wami? Jak rozmowa z córką?

- Była szczera – stwierdził Brodecki – Przyznała, że nie miała dobrych relacji z ojcem, nigdy im się nie układało. Opiekowała się nim jedynie z obowiązku. W dniu morderstwa była u niego w odwiedzinach, wyszła po 22. Wcześniej nie mogła bo miała dyżur w szpitalu.

- Zapis z kamer to potwierdza – powiedziała Zuzia.

- To jeszcze o niczym nie świadczy – zamyślił się komisarz – Nie wiemy kto majstrował przy kamerach.

- A Ty co masz? – spytała Basia

- Coś co stawia na czele podejrzanych właśnie żonę. Cytomegalia.

- Co? – spojrzeli zdziwieni.

Kiedy im wyjaśnił, zapadła cisza. Przez chwilę nikt się nie odzywał.

- Myślę, że to ogranicza nasz krąg podejrzanych do dwóch opcji – odezwał się w końcu Zawada – córka albo ktoś z ośrodka.

- Dlaczego miałby to być ktoś z ośrodka? – spytała Zuzia – Nie widzę motywu.

- Ja też nie- przyznał Adam – Jeszcze nie...

- Marek? – Basia spojrzała z niepokojem na podkomisarza. Był blady, ciężko oddychał. Na skroni pojawiły się kropelki potu. – Wszystko w porządku?

Teraz wszyscy już zwrócili uwagę na Brodeckiego. Nie mogąc tego znieść, wstał prawie przewracając krzesło.

- Tak... Muszę tylko... do łazienki – czmychnął w korytarz nim ktokolwiek zdążył zareagować.

Kiedy z wyszedł, pierwszą osobą jaką zobaczył była Basia.

 

 9.jpg Fotki Zdjęcia Obrazki

 

 

 

 

- Jak się czujesz? – w jej głosie wyczuł troskę, której nie chciał i nie potrzebował.

- Mówiłem, ze wszystko gra – odburknął, po czym ruszył z powrotem w stronę kanciapy. Storosz patrzyła przez chwilę za nim. Co Marek ukrywał? Przed nią, przed Adamem, przed całym światem? Ale przede wszystkim, co ukrywał przed samym sobą?

 

 Człowiek, gdy ma wybór, wybiera zwykle dobro. Zło wybiera wtedy, gdy wydaje mu się, że nie ma wyboru...

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

NA ZAKRĘCIE część 1

wtorek, 03 czerwca 2008 13:26

Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jednak poczułeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować. Gdy nie ma jej w pobliżu myślisz to samo, co narkomani, kiedy nie mogą zdobyć narkotyku. Oni kradną i poniżają, by za wszelką cenę zdobyć to, czego tak bardzo im brak. A Ty jesteś gotów na wszystko, aby zdobyć miłość...

 

Marek zamknął drzwi łazienki i oparł się o ścianę. W ciemnym korytarzu, gdzie nie dochodził blask budzącego się właśnie dnia, słychać było tylko ciche tykanie zegara.

Tik tak... Tik tak... Tik tak... Tik tak...

Wsłuchał się w ten rytm próbując wyrównać przyspieszony oddech. Dłonie bezwiednie zacisnęły się w pięści, na skroni poczuł spływający pot... Oderwał się od ściany i przeszedł do kuchni. Otworzył okno i wciągnął głęboko powietrze. Musi się opanować. Dziś pierwszy raz od porwania miał iść do pracy. Minął tydzień. Tydzień, który dla niego był wielką białą plamą. Nie pamiętał za bardzo co robił. Faktem było to, że szybko zleciały te dni. Nagle zadźwięczał telefon. Zerknął na wyświetlacz – Basia. Ostatnio ciągle dzwoniła, czasami odbierał i wymyślał kolejne wymówki dlaczego nie mogą się zobaczyć albo zwyczajnie odrzucał połączenie. Z Anią zerwał zaraz po wydarzeniach  na Solcu. Był sam i mu to odpowiadało. Niczego innego teraz nie pragnął – tylko samotności... Przynajmniej tak mu się wydawało...

 

To człowiek człowiekowi jest najbardziej potrzebny do szczęścia... 

 

Pielęgniarka wstała i ruszyła na obchód. Miała za sobą ciężki nocny dyżur, za pół godziny kończyła pracę i nie mogła się doczekać kiedy w końcu znajdzie się w domu i położy się spać. Zajrzała do pierwszego pokoju, gdzie starsza pani siedziała przy oknie wpatrując się w coś usilnie.

- Pani Haniu?

- Wydawało mi się, że zobaczyłam Tomasza.

- Nie było go tam.

Staruszka oderwała wzrok od krajobrazu za oknem i spojrzała lekko nieprzytomnie.

- Nie?

- Nie.

Kobieta podeszła do pacjentki i delikatnie zmusiła ją do wstania, po czym zaprowadziła do łóżka.

- Niedługo przyjdzie lekarz. Proszę spokojnie poleżeć.

- Dobrze.

Twarz staruszki wygładziła się, oczy się przymknęły. Pielęgniarka zamknęła cicho drzwi i ruszyła dalej. Na końcu korytarza, ostatni pokój po lewej stronie był pusty.

- Panie Marianie?

Nikt się nie odezwał. Zaniepokojona  weszła do środka i rozejrzała się po pomieszczeniu. Drzwi łazienki były lekko uchylone. Podeszła powoli, położyła dłoń na klamce. Chwilę później jedynym odgłosem w uśpionym jeszcze domu opieki społecznej był przeraźliwy krzyk...

 

Adam rozejrzał się po pokoju. Przewrócone krzesło, pęknięty abażur od lampki, naderwana zasłona – stoczono tu walkę i to nie ulegało wątpliwości. Zawada spojrzał na pochylonego nad ofiarą Leszka.

 

img440/9889/img6785ho4.jpg

 

- Co było przyczyną zgonu?

- No cóż... – mężczyzna podniósł się i wyprostował – Ma ranę na potylicy i ślady duszenia. Ale śmierć mogła nastąpić też z innego powodu. Trzeba zrobić sekcję i badania.

- Maks się tym zajmie. Basia już jest?

- Tak, przesłuchuje pielęgniarkę, która go znalazła.

W recepcji wspomniana kobieta siedziała na wysokim krześle drżącą ręką ściskając kubek z herbatą.

- Lepiej się pani czuje? – spytała Storosz

- Tak, dziękuję.

- Więc przejdźmy do rzeczy. Opowie mi pani co się dokładnie stało?

Pielęgniarka westchnęła.

- A co ja mogę opowiadać? Kończyłam już dyżur więc poszłam na obchód. Pokój pana Mariana był pusty. Kiedy zajrzałam do łazienki to... Zresztą , sami wiecie...

Nagle pojawił się mężczyzna około 30-tki. Położył na blacie klucze.

- Skończyłem

- Kim pan jest? – podkomisarz spojrzała na niego bystro

 

 04.jpg Fotki Zdjęcia Obrazki 

 

- Salowym. Ja tu tylko sprzątam – uśmiechnął się żartobliwie.

- Wie pan co się stało? Widział pan kogoś w nocy? Działo się coś niezwykłego?

- Niezwykłego? – zastanowił się – Nie.. Chyba nie mogę pomóc. Lecę się wyspać. Do jutra pani Aniu!

To powiedziawszy zniknął w drzwiach.

- Niezbyt się przejął tym co się stało – stwierdziła Basia.

- On zawsze taki jest. Wiecznie buja w obłokach. Poza tym w takim miejscu jak to śmierć nie jest niczym wstrząsającym. W ostatnim okresie kilka się zdarzyło.

- Czy pan Marian miał jakiegoś wroga? Ktoś mu groził? – Storosz wróciła do sedna sprawy.

- Nie

- Rodzina?

- Odwiedzała go córka, czasem z mężem. Żona zmarła kilka lat temu.

Kobieta ponownie westchnęła i upiła gorącej herbaty. Nie miała już nic więcej do powiedzenia...

 

Basia weszła do pokoju i znalazła Adama.

- I co, masz coś? – spojrzał pytająco

Pokręciła głową.

- Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał

- Cholera

- Zastanawia mnie jak ten ktoś się tu dostał

Komisarz podszedł do okna i wyjrzał na zewnątrz.

- Kazałem Szczepanowi sprawdzić monitoring i przepytać strażnika. Trzeba tez porozmawiać z rodziną. Musimy mieć motyw, cokolwiek.. Widziałaś Marka?

- Jeszcze nie przyszedł.

Nie umknęło mu, że lekko pochmurniała a w oczach pojawił się dziwny błysk.

- Wszystko ok.?

- Nie do mnie to pytanie.

W tej samej chwili w drzwiach pojawił się Brodecki.

- Przepraszam za spóźnienie. Straszne korki. Co mamy?

- Powiemy Ci po drodze. Tutaj już zrobiliśmy wszystko – powiedział Zawada – Sprawdzę tylko co u Szczepana. Spotkamy się przy samochodzie.

Zostali sami.

- Jak się czujesz? – Basia odezwała się pierwsza.

 

 05.jpg Fotki Zdjęcia Obrazki

 

 

 

- W porządku – ominął ją wzrokiem i ruszył do wyjścia.

- Marek! – coś w jej głosie kazało mu stanąć.

- Tak?

- Co się z Tobą dzieje? Od tygodnia mnie unikasz

- Nie unikam – odparł nieprzekonywująco

- Jasne

- Po prostu muszę sobie przemyśleć to i owo.

- Ale..

- Idziemy? – nie czekając na odpowiedź wyszedł z pokoju.

Patrzyła przez moment na miejsce, gdzie przed chwilą zniknęły jego plecy, po czym westchnęła. Z tak skomplikowaną i trudną do rozgryzienia osobą jak Marek jeszcze nie miała do czynienia. Żeby tylko wiedziała co mu jest...

 

Szkoda tego, kto boi się ryzykować. Być może ominą go rozczarowania, nie straci złudzeń, nie będzie cierpiał jak ten, kto podąża za marzeniami. Jednak kiedy spojrzy wstecz, usłyszy głos swego serca: Co zrobiłeś z darami, którymi obdarzył Cię Bóg?

 

 

 

- Marian Zakrzewski – Zuzia oparła się o biurko obok Szczepana – Miał 72 lata. Dorobił się niezłych pieniędzy na handlu nieruchomościami, kilka lat spędził w Niemczech. Jego żona zmarła trzy lata temu, dwa ostatnie spędził w domu opieki społecznej.

- Pielęgniarka wspominała, że miał córkę – odezwała się Basia

- Owszem – aspirant kiwnęła głową – Joanna Wilczyńska, lat 45. Jest lekarzem, podobnie jak mąż.

- to ona dziedziczy? – spytał Adam

- Tak. Wszystko idzie do niej

- Więc trzeba z nią porozmawiać – Zawada zerknął na podkomisarzy, siedzących po przeciwnych stronach jednego biurka – Tak?

- Tak - przytaknęli

- Więc wiecie co robić. Ja lecę teraz po wyniki badań, może wniosą coś nowego. Zuzia, Szczepan – sprawdźcie kasety ze szpitalnego monitoringu/ Leszek ocenił czas zgonu ofiary na 3 rano, więc ta godzina interesuje nas najbardziej. No, do roboty!

Kanciapa opustoszała. Zostali tylko Basia z Markiem. Podkomisarz otworzyła usta, żeby coś powiedzieć ale Brodecki szybko się podniósł z miejsca i sięgnął po kurtkę.

 

 

- To chodź partnerko.

Zabrzmiało niemal jak dawniej. Uśmiechnęła się i ruszyła w ślad za nim. Może ten dzień nie będzie taki zły...

 Nic nie tworzy przyszłości tak jak marzenia...

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

OSTATNI 101 odcinek "W cieniu" premiera: 24 maja 2008 roku godz. 20.35 TVN

środa, 21 maja 2008 16:46

Finałowy odcinek serialu. Gang, który porywa ludzi dla okupu. Seryjny morderca, którego ofiarami są policjanci. Tym razem sprawa, którą poprowadzą kryminalni, będzie wyjątkowo niebezpieczna… Na własne, prywatne śledztwo zdecyduje się też Marek. Były policjant zrobi wszystko, by poznać prawdę o swoim nowym szefie - Krawczyku… Jak przyszłość czeka Marka, Basię i Zawadę?

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

Marek Włodarczyk - nowe życie komisarza

wtorek, 20 maja 2008 13:38

Wraz z ostatnim odcinkiem serialu „Kryminalni”, emitowanym 24 maja, kończy się też misja komisarza Zawady, granego przez Marka Włodarczyka. Fani zastanawiają się, co będzie teraz z tym sympatycznym, pełnym uroku osobistego aktorem.

 

 

 

 

 

 

Nie żal Panu roli Adama Zawady? Przyniosła popularność i Telekamery Tele Tygodnia, jak trampolina wybiła w górę...

 

Żal? Na pewno byłoby lepiej, gdybym wiedział o takiej decyzji wiedział z pewnym wyprzedzeniem. Tymczasem wiadomość ta spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Kontrakt miałem do końca 2008 roku i jestem zaskoczony formą załatwienia tej sprawy. Trochę mnie to zdołowało. Zresztą, moich kolegów także. Ale takie jest życie. Coś się zaczyna, coś się kończy.

 

Pewnie łatwo mówić, trudniej się z tym pogodzić.

 

Produkcja „Kryminalnych” trwała aż cztery lata. Przyzwyczaiłem się do życia w pewnym rygorze, bez urlopu. Teraz kompletnie musiałem się przestawić.

 

Co dalej? Kiedyś powiedział Pan: Zostaję, jak będzie praca. Jeśli jej zabraknie, wyjeżdżam.

 

Przede wszystkim mam zamiar trochę odpocząć. Kiedyś wyjeżdżałem na urlop dwa razy do roku. Od kiedy zacząłem grać w „Kryminalnych”, ani razu nie byłem na nartach. Być może teraz sobie to wszystko zrekompensuję. Za parę dni jadę surfować do Hiszpanii. Znam kilka ładnych wysp, mam tam tez trochę znajomych.

 

 Wyjazd? To proste. Co potem? 

 

Zobaczymy. We wrześniu mam szansę zagrać w filmie niemieckim. Na początku czerwca ma się tez okazać, czy zagram w polskiej produkcji. Jest kilka propozycji. I chociaż może to nie jest to, czego tak najbardziej bym oczekiwał, mimo wszystko brzmi interesująco.

 

A co Panu podpowiada intuicja? Zostanie Pan w Polsce, czy raczej – jak żona i synowie parę miesięcy temu – wróci Pan do Hamburga?

 

Od dawna żyję między Polską a Niemcami, warszawą i Hamburgiem, i jeszcze Wiedniem, gdzie mieszka mój najstarszy syn Patryk. Tak już pewnie zostanie do końca życia. Najwyraźniej więc w tym względzie nic się w moim życiu nie zmieni.

 Nie wierzę! Ceni Pan sobie stabilizację? 

W pewnym wieku – a ja mam już 53 lata – pojawia się taka organiczna potrzeba. Organizm mówi: stop. Dość tego szarpania, jeżdżenia w kółko. Najwyraźniej jednak nie jest mi to pisane.

 

Wygląda na to, że niezłomny komisarz Adam Zawada lubi sobie trochę ponarzekać...

 

Zapewniam: duch jeszcze żwawy a ciało sprawne. Kiedy wrócę z Hiszpanii, wezmę udział w meczu piłki nożnej między drużynami TVN a Sejmem RP. I uprzedzę Pani następne pytanie: wcale nie zamierzam się niczym martwić.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Odchudzaj czworonogi - aktorki to robią

wtorek, 20 maja 2008 13:18

Była to okazja aby poznać czworonożnych ulubieńców popularnych aktorek. Joanna Jabłczyńska oraz Magda Schejbal były gośćmi imprezy poświęconej walce z otyłością psów i kotów. Okazuje się, że często z miłości do naszych czworonogów, psujemy ich kondycję i zdrowie. Nie robią tego nasze aktorki, choć obydwie mają na sumieniu inne "grzechy", m.in pozwalają  psom sypiac w swoich łóżkach.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Fotosy z ostatniego odcinka

poniedziałek, 19 maja 2008 14:21

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Marek przesłuchiwany!

poniedziałek, 19 maja 2008 14:18

Serialowe niespodzianki… I emocje na 101 procent! Już w sobotę – w ostatnim, 101. odcinku „Kryminalnych”!
Marek przesłuchiwany przez Basię i Zawadę. Były „kryminalny” podejrzany o pomoc bandytom… Czym jeszcze twórcy serialu zaskoczą w finale widzów?

 

 

- Terror dostał cynk, że Góral może stać za porwaniami dla okupu.
Basia patrzy badawczo na Marka. Obserwuje, jakie wrażenie wywarły jej słowa. Po chwili, Zawada zadaje pytanie, na którym kryminalnym zależy najbardziej:
- Czy wiedziałeś, że twój szef spotyka się z Góralem?
- Nie.
Marek stara się, by odpowiedź brzmiała stanowczo, ale ucieka wzrokiem w bok.
- Na pewno? – w głosie Zawady pojawia się chłód.
- Co to ma być, Adam? Przesłuchanie? Jestem o coś podejrzany? – teraz Marek patrzy Zawadzie prosto w oczy. Jest zirytowany - Może powinienem przyjść z adwokatem?!

To jedna ze scen, którą zobaczymy w „Kryminalnych” w najbliższą sobotę. Jaki będzie finał? Ciekawych zapraszamy przed telewizory…


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

STRACH część 3 (ostatnia)

sobota, 17 maja 2008 22:44

Na korytarzu panował spokój. Strażnik podszedł powoli do celi, by po chwili zniknąć w środku. Obrzucił szybkim spojrzeniem wnętrze, po czym zamknął drzwi. Następnie usiadł na krześle ze wzrokiem utkwionym w leżącym na pryczy mężczyźnie.

- Wszystko gotowe. Dostali kasetę.

- Dziś mnie przenoszą – Rutkowski nie poruszył się.

- Więc nie przeniosą. Wymiana za trzy godziny.

- Wszystko musi się udać.

- Uda się.

Zapadła cisza.

- Mam nadzieję. Bo jeśli nie, to wiesz kto mi za to zapłaci...

- Uda się – powtórzył strażnik

- Co z Brodeckim? – mężczyzna oderwał w końcu wzrok od wiszącej na suficie lampy i zerknął w bok.

- Nie będzie przeszkodą. Nie ma na to sił.

- I dobrze. Upieczemy dwie pieczenie przy jednym ogniu.

- Zemsta?

Rutkowski przez chwilę nie odpowiadał, po czym spojrzał strażnikowi prosto w oczy. Pierwszy raz.

- Nie... Wyrównanie rachunków....

 

- Marek nie miał łatwego dzieciństwa. Zostawił go ojciec, był wychowywany tylko przez matkę. Mieszkali w kiepskiej dzielnicy, na osiedlu, gdzie pełno było narkotyków, papierosów, alkoholu... Wystarczyło wiedzieć gdzie szukać. Marek chcąc nie chcąc znalazł się w towarzystwie, z którym droga prowadziła w jednym kierunku – na samo dno..

Adam przerwał i napił się wody.

- Ale pojawiłeś się Ty – odezwała się Basia – ratując mu tyłek.

 

 

 

- Pamiętam jak wsadzaliśmy Rutkowskiego. Nie żeby Marek miał wyrzuty sumienia czy opory, wiedział co to za człowiek i ze spotyka go to, na co sobie zasłużył. Musiał po prostu zmierzyć się z przeszłością. Tym co zrobił przekreślił wszystko, co było do tamtej pory. Świat, w którym spędził tyle lat w przekonaniu, że na inny nie ma szans zburzył się już na zawsze.

- Rutkowski się teraz mści? – spytał Szczepan

- Wykorzystuje okazję – odparł po chwili milczenia Zawada – Wolność jest najważniejsza ale jeśli może przy tym odegrać się za przeszłość to czemu nie?

Do kanciapy wszedł Grodzki.

- Mam plany tych magazynów. Wymiana za trzy godziny. Nie ma dużo czasu.

- Wiem – komisarz wstał od biurka i podszedł do tablicy, na której umieścił mapę topograficzną terenu.

Następnie spojrzał na zebranych policjantów.

- Słuchajcie uważnie. Plan jest taki....

 

- Wstawaj!

Marek podniósł pulsującą bólem głowę. Pozwolił się podnieść i zaprowadzić w stronę wyjścia. Na zewnątrz oślepiło go słońce. Zmrużył oczy, próbując się przyzwyczaić. Nogi lekko się pod nim ugięły, miał wrażenie, jakby to, co się dzieje, oglądał z boku niczym bierny widz a nie jeden z aktorów tego przedstawienia. Kiedy ktoś wepchnął go na tył vana, uderzył barkiem o podłogę. Jęknął cicho ale właściwie nie zareagował. Ponownie zamknięty w ciemnościach, czuł jak zapada się w nicość. W przebłyskach świadomości wiedział jedno – mogli z nim zrobić co chcieli. Wykończony, nieprzytomny i otępiały nie miał z nimi żadnych szans...

Stary browar na Solcu od lat był nieczynny. Po pożarze, który strawił większą część budynku, nie nadawał się już do niczego. Trwały plany, robiono projekty co do jego przyszłego wykorzystania ale czas mijał a nikt w tym kierunku nic nie zrobił. Tego dnia miejsce było sceną wydarzeń, które miały zaważyć na niejednym życiu. Od rana świeciło słońce, było ciepło i wiał lekki wiatr. Rutkowski siedział w samochodzie, dobrze pilnowany przez uzbrojonych funkcjonariuszy.

Basia podeszła od tyłu do Adama.

- Niedługo się zacznie.

Przytaknął.

- Pewnie podjadą z tamtej strony – wskazał ręką.

- Będzie dobrze – poklepała go delikatnie po ramieniu.

 

 

 

Spojrzał jej w oczy.

- Nie dopuszczę, żeby skończyło się tak jak ostatnim razem.

Nie musiała pytać. Wiedziała, że chodzi mu o Jacka.

- Wiem.

Patrzył na nią przez chwilę w milczeniu, po czym jeszcze raz zerknął na mapę i sprawdził pozycje pogrupowanych ludzi. Słońce wschodziło coraz wyżej, zbliżało się południe.

Przedstawienie czas zacząć...

 

Marek poczuł mocne szarpnięcie, po którym samochód zatrzymał się i zapadła cisza. Wyciągnięty na dwór i popchnięty w nieznanym kierunku czuł jednak jak powoli działanie środka, który mu podali zaczyna słabnąć... Odgłosy przestały być jednym szumem, mógł je już rozróżnić...Sprawdzono mu węzły jakie miał na rękach i przywiązano do jakiegoś słupa. Naszło go przeczucie... nagle nabrał pewności, że w tym scenariuszu nie jest dla niego przewidziane szczęśliwe zakończenie. Nie czuł strachu ale po raz pierwszy od kiedy go porwano doznał uczucia żalu. Po raz pierwszy zrozumiał, że wiele rzeczy powinien zrobić inaczej. Mówią, że w obliczu śmierci całe nasze życie przelatuje nam przed oczami. Nie miał takich obrazów w swojej głowie. Oprócz jednego – może najważniejszego... Ta twarz i te oczy będą go prześladować zawsze – gdziekolwiek będzie i jakkolwiek się ten dzień zakończy...

 

Nie ma nic gorszego niż świadomość niewykorzystanej szansy, która mogła odmienić całe nasze życie..

 

Rutkowski wysiadł z auta i stanął obok Zawady. W odległości mniej więcej trzydziestu metrów zobaczył swoich ludzi.

- Gdzie Marek?! – krzyknął komisarz.

- Dowiesz się w swoim czasie. Dawaj zakładnika.

- Zapomnij – Adam zacisnął dłonie w pięści – Nie myśl, że pójdę na takie warunki. Wymiana ma być w tym samym momencie.

 

 

 

Przez chwilę panowała cisza.

- Mogliśmy się tego domyśleć – mężczyzna w czarnej kominiarce kiwnął lekko głową – nie ma na to czasu...

Basia zerknęła z niepokojem na Zawadę. Te słowa nie wróżyły niczego dobrego. Nim zdążyła o cokolwiek zapytać z lewej strony rozległ się wybuch. Jego siła odrzuciła ich na bok. Podkomisarz padając zakryła twarz. W chmurze otaczającego ich teraz kurzu próbowała wyłapać sylwetkę Zawady.

- Adam!

- Jestem – jego głos rozległ się tuż przy jej uchu. Pomógł jej wstać i pociągnął za rękę.

- Wszyscy cali? – krzyknął w przestrzeń

- Szczepan lekko oberwał – odezwała się Zuzia – ale nic mu nie będzie.

- Dobra, zostań z nim. Reszta za mną, rozdzielamy się.

Rutkowski natychmiast po wybuchu zniknął, jakby zapadł się pod ziemię. Teren był otoczony, nie mogli uciec niezauważeni. Jednak środki, jakimi dysponowali sprawiały, że jakiekolwiek przeszkody mogły być niewystarczające. Policjanci ruszyli w pościg. Na razie wszystko szło nie tak. Stracili Rutkowskiego, nie wiedzieli co z Markiem. Karta musiała się odwrócić, by tragiczny finał pozostał jedynie obawą...

 

Strach to suma tego, co jest i co może się zdarzyć...

 

Marek szarpnął mocno rękami, więzy trzymały i nie chciały puścić. Głowa mu pulsowała ale próbował się skoncentrować, by ogarnąć sytuację. Z oddali dochodziły go jakieś hałasy ale generalnie nie wiedział co się dzieje. Zaczął się rozglądać, szukając czegoś, co pozwoliłoby mu się uwolnić… Odkrycie, którego z racji tego dokonał nie było zbyt optymistyczne ale jakoś wcale się nie zdziwił małą czarną skrzynkę z wbudowanym zegarem. Mijające sekundy pokazywały kończący mu się już nieubłaganie czas.

- Widzisz jakie życie jest przewrotne?

Rutkowski wyłonił się nie wiadomo skąd z uśmiechem na twarzy.

- Kiedyś to ja byłem na dnie, zdradzony i wsadzony do pudła przez przyjaciela. Dziś jestem górą a Twój marny żywot dobiega końca.

- Nigdy nie byłem Twoim przyjacielem – słowa sprawiały mu pewną trudność ale Brodecki wysilił się maksymalnie, by brzmiały zdecydowanie.

- Jak zwał tak zwał. Fakty pozostają jednak faktami. Chcesz coś powiedzieć przed śmiercią?

- Pierdol się...

Mężczyźnie nie drgnęła nawet powieka ale uśmiech zniknął.

 

W nienawiści jest strach...

 

Sięgnął po leżący na ziemi spory kawałek drewna i unosząc go do góry zaczął się zbliżać w kierunku podkomisarza.

- Ani kroku dalej!

Za jego placami pojawiła się Basia z wycelowaną bronią. Jej wzrok spotkał się przez ułamek sekundy ze wzrokiem Marka.

- Odłóż to i połóż się na ziemi.

- A niby dlaczego? – Rutkowski odwrócił się powoli.

- Bo przez następny miesiąc będziesz mieć problemy w łazience. Rzuć broń.

Nie zauważyła, kiedy rzucił petardę. Kiedy jasny dym przesłonił jej widok zrobiła coś, czego w życiu robić nie powinna – wystrzeliła w ciemno. Palec sam zsunął się jej po spuście, rozległ się huk i cichy odgłos padającego ciała. Zapadła cisza.

- Chyba nie żyje... Uwolnij mnie.

Głos Brodeckiego jak magnes przyciągnął ją ku niemu. Kiedy chciała go przytulić powstrzymał ją.

- Tu jest bomba, uwolnij mnie

Szarpnęła za więzy, które w końcu puściły. Były jednak tez kajdanki.

 

 5.jpg Fotki Zdjęcia Obrazki 

 

- Masz kluczyk?

- Nie

Przygryzła wargę myśląc co robić. Marek w tym czasie oparł zmęczoną głowę o słup, przymknął oczy.

- Idź sobie.

- Nawet tak nie mów – prawie krzyknęła. Podbiegła do czarnej skrzynki, zawinęła ja w znaleziony gdzieś koc i ruszyła przed siebie.

- Zwariowałaś?! – Brodecki skupił wszystkie swoje siły na tym wrzasku – Wracaj! Słyszysz?! Baśka, wróć do cholery!!!

Zaczął się szarpać z kajdankami, nie zważając, że się rani. Nagle poczuł chłodny dotyk dłoni. Czyjaś twarz przytuliła się do jego pleców, czyjeś ręce mocno go objęły. 

- Nie musisz tego robić – powiedział cicho.

- Cicho siedź – prawie się uśmiechnął słysząc to.

Więcej nic nie mówili, trwając w tym niezwykłym uścisku i odliczając mijające sekundy...

 

Dziwne, że zmysł dotyku, nieskończenie mniej ceniony przez ludzi niż wzrok, w krytycznych chwilach tworzy główną, jeśli nie jedyną więź między nami a rzeczywistością

 

Zawada biegł klnąc pod nosem. Gdzie ta Baśka i gdzie jest do cholery Marek. Przystanął próbując wyrównać oddech i uspokoić pędzące myśli. Złe przeczucia nachodziły go niczym fale, starając się zwalić z nóg. Wyprostował się i odetchnął chcąc podjąć jakąś decyzję. Nie musiał. W oddalonym o jakieś sto metrów budynku rozległ się wybuch.

 

 

 

Nie minęła nawet minuta gdy do niego dotarł i wpadł do środka. Rozgarniając rękami dym i kurz wołał przyjaciół. Słyszał, że za nim pojawili się inni. Zaczęło się przejaśniać, mógł rozróżnić konkretne kształty. Przy jednym ze słupów podtrzymujących dach zobaczył dwie postaci.

- Basia? Marek?

- Tak – głos Basia był cichy – nic nam nie jest. Marka trzeba rozkuć.

- Zaraz to zrobimy – podszedł do podkomisarz i mocno ją przytulił  Potem poklepał po ramieniu Brodeckiego.

- Jest bardzo słaby – odezwała się Storosz

- Ale nic mu nie będzie.

Nagle zza ich pleców rozległ się głos.

- Ten budynek zaraz się zawali!

Jeden z policjantów zmagał się z kajdankami Marka.

- Szybciej!

- Robię co mogę!

W końcu się udało. Zawada dźwignął Brodeckiego i ruszyli w kierunku wyjścia przy odgłosach trzeszczących słupów i ścian. Zaczęło się kurzyć.

- Wali się!

Wypadli na zewnątrz w ostatniej chwili. W połowie stojąc, w połowie leżąc patrzyli jak z budynku zostają jedynie gruzy grzebiąc już na zawsze ciało Rutkowskiego.

- Co z resztą? – spytał po chwili Adam

- Złapaliśmy wszystkich.

Basia podniosła się na nogi. Spojrzała na Marka i uśmiechnęła się.

 

 

 

Odpowiedział tym samym, choć miał tak niewiele siły. Ruszyła w jego kierunku, kiedy nagle wyprzedziła ją Ania. Dopadła podkomisarza i objęła go. Storosz zatrzymała się. Zapomniała o tym, ze Ania nic nie wiedziała. Że Marek tamtej nocy do niej nie dotarł...Musiała poczekać... Jeszcze tyle mogła zrobić...

 

Cała mądrość życia to umieć czekać i mieć nadzieję...

 

.......................................................................................................................................................................

 

W następnej części:

Co się dzieje z Markiem? Co zdarzyło się podczas porwania? Jaką tajemnicę ukrywa?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Waldemar Obłoza w "Kryminalnych"

środa, 14 maja 2008 15:07

W 100. – przedostatnim - odcinku „Kryminalnych” gościnnie wystąpi gwiazdor z „Na Wspólnej” – Waldemar Obłoza. W serialu, popularny aktor zagra nauczyciela ze szkoły aikido. Prywatnie, Waldemar Obłoza sztuk walki, co prawda, nie trenuje, ale jest za to zafascynowany nauką i filozofią Wschodu. Lubi słuchać muzyki etnicznej – w tym medytacyjnej muzyki z Tybetu. I każdy dzień zaczyna od jogi.


- Codziennie rano ćwiczę 5 tybetańskich rytuałów (ćwiczenia rozpowszechnione przez Petera Kelder'a, autora książki „Źródło wiecznej młodości” – przyp.red.) i czasem jeszcze dodatkowo, wybiórczo niektóre assany z hatha jogi. Mam nadzieję, że to widać! – zdradził aktor na jednym z czatów.
Gwiazdor dba nie tylko o swoje ciało, ale również o dobrą formę umysłu - i duszy. Czytuje m.in. książki Dalajlamy.
- Zafascynowało mnie, jak buddyści radzą sobie z negatywnymi emocjami – sam jestem człowiekiem impulsywnym – wyznaje W. Obłoza. - Ale staram się nad tym pracować. Literaturę dobieram w zależności od potrzeb, w tej chwili jestem na etapie fascynacji literaturą ezoteryczną, pozytywnego myślenia, afirmacji.
W przedostatnim, 100. odcinku „Kryminalnych” zobaczymy również dwie gwiazdy serialu „Barwy szczęścia”: Marcina Czarnika i Teresę Dzielską.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Scenka B&M z odcinka 100

środa, 14 maja 2008 15:03

 

Scenka do ściągnięcia (Świetna:)) http://www.sendspace.pl/file/YeyEuIY1/

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Mistrz Tai chi w "Kryminalnych"

środa, 14 maja 2008 14:59
W przedostatnim, 100-nym odcinku „Kryminalnych” gościnnie wystąpi Hai Bui Ngoc Nam – międzynarodowy mistrz i nauczyciel tai chi.
W Polsce mistrz Nam jednocześnie prowadzi Stowarzyszenie Chińskich Sztuk Walki "NAMA" i robi karierę aktorską. Gra w spektaklach warszawskiego teatru „Buffo”, a przed kamerami stanął m.in. w filmie „Ciało” i serialu „Dziki”. W „Kryminalnych” zobaczymy go nie tylko jako aktora, ale i sportowca. W jednej ze scen, jego bohater stoczy pojedynek z mordercą…

Hai Bui Ngoc Nam treningi zaczął już w wieku dziewięciu lat, w rodzinnym Wietnamie. Do Polski przyjechał na studia, w latach 70-tych. Później przeniósł się do Francji, gdzie w 1995 r. zdobył tytuł Mistrza Europy. Czym jest dla niego tai chi?

- Tego nie da się wyrazić słowami - tłumaczy mistrz w jednym z wywiadów. - To tak, jakbym chciał opisać ci smak, którego nie znasz! Europejczycy muszą wszystko nazwać, pragną podporządkować sobie naturę. Azjaci starają się żyć z nią w zgodzie. Nami kieruje bardziej prawa półkula mózgu, odpowiedzialna za intuicję. Wami raczej lewa - bardziej analityczna. Konflikt pomiędzy półkulami zachodzi jednak w każdym z nas. Tai chi harmonizuje obie strony, uczy, jak pogodzić ze sobą siły rządzące naturą: yin i yang, czyli żeńskie i męskie.

- Tai chi to droga do szczęścia. To najwyższy szczyt, na który możemy się wspiąć – dodaje sportowiec. - Tai chi uczy, jak zwolnić tempo, jak wytrenować umysł, by stał się elastyczny, podobny do kauczukowej piłki. Człowiek żyjący nerwowo ma umysł twardy jak szklanka. Łatwo kogoś takiego zranić, tak jak z łatwością można rozbić szklankę. Piłka wraca do swojego kształtu, jest niezniszczalna.

Czy bohater, którego Hai Bui Ngoc Nam zagra w „Kryminalnych” również okaże się niezniszczalny? O tym przekonamy się już w sobotę.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

NIEPOKONANI

wtorek, 22 kwietnia 2008 17:35

 

 niepokonani.jpg Fotki Zdjęcia Obrazki

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Ostatnie ujęcia - galeria

wtorek, 22 kwietnia 2008 13:00
                                                                                                                                                          
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Jabłczyńska znowu z Zakościelnym?

wtorek, 22 kwietnia 2008 12:43

W 98. odcinku „Kryminalnych: gościnnie wystąpiła Joanna Jabłczyńska, gwiazda serialu „Na Wspólnej” i telewizyjnego show „Jak oni śpiewają”. Tym razem młoda aktorka zagrała barmankę Ulę. Już w sobotę komisarz Zawada przesłucha dziewczynę jako świadka - w związku z morderstwem właściciela pubu, w którym pracowała.

 

 

Na planie „Kryminalnych” Joasia Jabłczyńska czuła się jak w domu, bo wcześniej poznała już gwiazdę serialowej ekipy - Maćka Zakościelnego. Razem zagrali w dwóch komediach romantycznych: „Tylko mnie kochaj” i „Dlaczego nie!”
- Wbrew pozorom, nie mam obsesji na punkcie Maćka i plakat z jego zdjęciem nie wisi nad moim łóżkiem, ale serial "Kryminalni" bardzo mi się podoba. I powiem szczerze, że ze wszystkich polskich seriali, jeśli miałabym wybierać, to w "Kryminalnych" chciałabym zagrać! I wbrew pozom, nie ze względu na Maćka… – zdradziła niedawno gwiazda na portalu Wirtualna Polska. I do razu dodała:
- Zazwyczaj gram grzeczne dziewczynki, więc chętnie tym razem zagrałabym coś nowego, czyli czarny charakter.

Czy teraz to marzenie aktorki się spełni? I jako serialowa Ula zostanie w końcu czarnym charakterem? Odpowiedź już w sobotę – jak zwykle na antenie TVN.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Plan serialu "Cichociemni"

poniedziałek, 21 kwietnia 2008 11:05

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Gwiazdorski turniej Black jacka 14.04 2008

poniedziałek, 21 kwietnia 2008 11:02

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Ostatni klaps na planie "39 i pół"

poniedziałek, 21 kwietnia 2008 10:58

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Galeria

poniedziałek, 21 kwietnia 2008 10:46

Maciej Zakościelny

 

Marcin Marcel Wiercichowski

 

Maciej Zakościelny

 

Maciej Zakościelny

 

Maciej Zakościelny, Magdalena Schejbal

 

Maciej Zakościelny, Magdalena Schejbal, Marek Włodarczyk

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Tragiczny koniec "Kryminalnych"

poniedziałek, 21 kwietnia 2008 10:43

Rekordowa oglądalność, wielomilionowa publiczność przed telewizorami w każdy sobotni wieczór, tysiące fanów w całej Polsce, Telekamera dla najlepszego serialu kryminalnego. Rezultat - "Kryminalni" muszą odejść! Nielogiczne? Jak najbardziej. Zaskakująca i niejasna decyzja o zdjęciu serialu z ekranu to zagadka w sam raz do rozwikłania przez Kryminalnych. Może za jakiś czas...

 


Tymczasem, w nastrojowych plenerach Łazienek Królewskich, ekipa serialu spotkała się na planie ostatniego odcinka "Kryminalnych".

Stara Pomarańczarnia i Teatr na Wodzie były tłem niebezpiecznych i dramatycznych wydarzeń. Kryminalni musieli rozpracować gang, porywający ludzi dla okupu i schwytać seryjnego mordercę, który za cel obrał sobie policjantów.

W finałowym odcinku losy Marka Brodeckiego znów złączyły się z losami komisarz Basi Storosz i inspektora Adama Zawady.

Nowy szef Marka okazał się człowiekiem uwikłanym w działalność przestępczą gangu porywaczy, a jego partner Karol - były policjant - wielokrotnym zabójcą, z zazdrości likwidującym kolegów po fachu.

Jednym z nich miał się okazać także Marek. Między mężczyznami wywiązała się walka na śmierć i życie. A kiedy do akcji wkroczyli Kryminalni zrobiło się naprawdę gorąco. W roli głównej pojawił się pistolet Magnum 44. Marek osłaniając Basię własną piersią, został niebezpiecznie ranny.

Polała się krew, a postrzelony trafił do szpitala. Czy z tego wyjdzie? Jak długo widzowie będą sobie zadawać to pytanie. Czy to naprawdę koniec, czy w przyszłości nastąpi reaktywacja "Kryminalnych". Czy to już nieodwołalnie The End?

"Trudno żegnać się z Kryminalnymi, rolą Marka Brodeckiego i wspaniałą ekipą serialu. Myślę, że dobrze czuliśmy się w swoim gronie, dużo o sobie wiedzieliśmy. Znaliśmy swoje dobre i złe strony. Wiedzieliśmy o swoich gorszych i lepszych dniach. Myślę, że po czterech latach obecności na ekranie, postaci, które graliśmy zakorzeniły się w nas głęboko" - powiedział Maciej Zakościelny.

Co pozostanie po tym serialu?

"Duży sentyment i trochę żalu, bo nie czułam się wyłącznie odtwórcą roli w serialu - także jego współtwórcą. Ale wszystko się kiedyś kończy. I tak nasza przygoda trwała długo - cztery lata. Mieliśmy nadzieję, że dotrwamy do 18 maja, kiedy padł pierwszy klaps na planie - nie udało się. Przede mną - mam nadzieję - jeszcze dużo ról i przygód przed kamerą. Wszystko ma swój kres. Może lepiej teraz niż później, kiedy serial nie byłby już tak popularny..." - przyznała Magdalena Schejbal. Jednym słowem, "Kryminalni" schodzą ze sceny - Niepokonani.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

sobota, 27 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  428 066  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Opowiadania autorstwa mroofki:) tematyka:kryminalni A poza tym mnóstwo newsów o serialu i aktorach:) ZAPRASZAM!!!

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 428066

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl